www.aragorn.binto.pl

binto | arwen | nimreli | aragorn | pleiades | esgael | hurin | keira | RSS

Liczą się tylko medale

Wszyscy doskonale mamy pewnie w pamięci start wioślarskiej czwórki podwójnej w finale tej konkurencji na igrzyskach olimpijskich w Atenach. Polacy przez większą część dystansu płynęli na medalowej pozycji. Ostatecznie zajęli jednak czwarte miejsce. Na finiszu wyprzedzili ich Ukraińcy. Biało-czerwoni brąz przegrali o ledwie siedem setnych sekundy. Płacz, załamanie, myśli o zakończeniu kariery - tak wtedy czuli się członkowie polskiej osady. Adam Korol (AZS AWFiS Gdańsk), jej szlakowy, bezpośrednio po powrocie z Grecji do Polski nie był w stanie odpowiedzieć na pytanie, czy będzie wraz z kolegami kontynuował karierę. Dziś już wiemy, że podjął decyzję na tak.
- Nie widziałem się ze wszystkimi kolegami, lecz niedawno spotkałem się z Markiem Kolbowiczem. Porozmawialiśmy sobie na temat sensu dalszych startów. I stwierdziliśmy, że spróbujemy walczyć dalej.
- Czyli nie odbyła się rozmowa z udziałem wszystkich członków osady?

- Nie. Tydzień temu kadrowicze przechodzili w Warszawie badania wydolnościowe. Mnie tam jednak nie było. Pojechałem dopiero tydzień później.
- Dlaczego?

- Z prozaicznego powodu. Akurat żona miała wyznaczony termin porodu. Od 29 listopada jesteśmy szczęśliwymi rodzicami Szymona. Muszę przyznać, że mój syn (Korol ma też córkę Julię; przyp.red) to kawał chłopa. Tuż po porodzie ważył 4,5 kilograma i miał 60 centymetrów wzrostu.
- To proszę przyjąć serdeczne gratulacje.

- Dziękuję.
- Jak zatem będzie dalej wyglądała współpraca osady Adam Korol, Sławomir Kruszkowski, Marek Kolbowicz, Adam Bronikowski?

- W szczegółach tego jeszcze nie wiadomo. Pewne jest, że naszym trenerem w reprezentacji pozostał Aleksander Wojciechowski. Raczej jednak będziemy przygotowywać się indywidualnym tokiem. Trochę dość już mamy wielomiesięcznych wspólnych treningów na zgrupowaniach. Choć udziału w obozie nie można oczywiście całkowicie wykluczyć. Ja chciałbym pojechać dopiero na ten zaplanowany w marcu w Portugalii. Ale może po drodze trafi się jeszcze Zakopane. Na razie tylko lekko trenujemy.
- Jaki będzie najważniejszy cel na rok 2005?

- Z pewnością mistrzostwa świata w Japonii. Z pewnością wystartujemy tam bez taryfy ulgowej. Martwi mnie jednak, że na początku sezonu będziemy musieli startować w jedynkach. Nie wiem, czy aż tyle występów jest nam potrzebnych. Robert Sycz i Tomasz Kucharski nie rozmieniają się na drobne i przygotowują się do jednej, nadrzędnej, imprezy. Też byśmy tak chcieli. Ale jak będzie, jeszcze nie wiemy.
- Po powrocie z Aten mówił pan o potrzebie znalezienia motywacji do dalszych startów. Rozumiem, że poszukiwania się udały.

- Udały. Chcemy dotrwać do igrzysk w Pekinie. Wiele będzie jednak zależało od wyniku na najbliższych mistrzostwach świata. Jesteśmy już na tyle utytułowaną osadą, że samo miejsce w finale nie da nam satysfakcji. Dla nas liczą się już tylko medale.
- Wraca pan jeszcze myślami do feralnego startu w Atenach?

- Ślad pozostanie na całe życie. Ale teraz już raczej staram się o tym nie pamiętać. Gorzej jak ktoś przypomni. Tak jak ostatnio lekarze na badaniach w Warszawie. Znów musiałem opowiadać jak to było...




20632 |14798 |18144 |14216 |3971 |7044 |9897 |17027 |19994 |13187 |


kamery internetowe fortuna skoki spadochronowe domy Too Short music
nawigacja gps horoskop waga relacje inwestorskie Kredyty konsolidacyjne Sosnowiec